Wywiad z Panem Bogdanem Albinem  – artysta - malarz z Grybowa

Twórczość Bogdana Albina, bo o nim mowa, zachwyca niejednego człowieka. Skromny, inteligentny i utalentowany malarz mieszka i tworzy w Grybowie. Aktywny społecznik, działający w Klubie Abstynenta "Stara Plebania" w Grybowie.

Chcemy pamiętać, ale też pragniemy być zapamiętani. Dlatego malujemy  (M. Johnson).

1) Kiedy zaczęła się Pana przygoda z malarstwem?

Od dziecka. Jako dziecko mieszkałem w Krakowie. Miałem sąsiada - malarza, który był artystą. Potem miałem znajomych, również artystów. Kraków to miasto malarzy. Od najmłodszych lat interesowałem się malarstwem, od dziecka rysowałem. Jak sięgam pamięcią, pierwsze swoje rysunki sprzedawałem już w podstawówce. Rysowałem prace do szkoły, robiłem zadania za kolegów, w zamian dostawałem drobne suweniry. Zacząłem rysować ołówkiem, potem długopisem,  kredkami i wreszcie farbami.

2) Z jakich materiałów Pan tworzy?

Maluję na wszystkim co się da i wszystkim czym się da. Maluję na płótnie, porcelanie, szkle, drewnie. Przerobiłem wszystkie techniki malarskie. Lwia cześć mojej twórczości to są zamówienia, jednak. Stąd różne techniki. Wiele rzeczy robiłem z ciekawości. Na przykład, do malowania akwarel można używać składników kuchennych, takich jak: sól, ryż, alkohol, świeca, itd – nawet mam kilka swoich tajemnic. Tym samym można uzyskać ciekawe i niespotykane efekty.

3) Edukacja czy doświadczenie życiowe wpłynęło, ukształtowało Pana jako artystę?

Edukacja również. Brałem lekcje prywatne. Pomimo, iż nie mam wykształcenia artystycznego, zajęło mi wiele lat się na nauce malarstwa. U mojego sąsiada w Krakowie uczyłem się malować. To były pierwsze moje kroki w nauce malarstwa. Krakowski sąsiad nauczył mnie jak  trzymać pędzel, jak mieszać farbę. Później jako nastolatek zacząłem poważnie traktować malarstwo i brałem profesjonalne lekcje. W dojrzałym wieku brałem lekcje u artystów i korzystałem z warsztatów, również przy Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.  Chodziłem ponad 2 lata na lekcje rysunku. Uczyłem się u znanego krakowskiego artysty J. Lelity, przyjaźniłem się również z jego synem - też malarzem. Cały czas się człowiek uczył.

4) Czy ktoś w Pana rodzinie zajmował się taką twórczością lub inną?

Nie. Za to moje dzieci malują. Moja córka jest absolwentką LP w Wiśniczu, ukończyła ceramikę artystyczną .

5) Jakie dzieła znajdują się w Pana kolekcji?

Szewc bez butów chodzi. Niewiele mam w domu swoich rzeczy. Zawsze trafi się ktoś kto kupi moje prace, skuszę się i sprzedaję. Boleję nad tym. W 2003 roku miałem kolekcję, którą wystawiłem w Stanach i tam wszystkie prace zostały sprzedane. W domu mam niewiele, bo tylko 4 swoje obrazy. W domu więcej jest prac moich dzieci.

6) Czy pamięta Pan swój pierwszy samodzielny rysunek, obraz?

Wszystkie moje prace były samodzielne. Nie pamiętam swojego „pierwszego dzieła”. Maluję odkąd siebie pamiętam. Zawsze mnie to pociągało. Ja bez tego nie potrafię żyć. Nie rozumiem ludzi, którzy kończą jakieś szkoły w tym kierunku, a robią coś zupełnie innego. Ja, jak nie maluję przez miesiąc lub dwa, to jestem chory. Brakuje mi tego. Muszę odreagować i malować. W szkole podstawowej moje prace podobały się nauczycielom, zachwycały. Miałem wzorowe oceny z lekcji wychowania plastycznego. Malowałem za kolegów, koleżanki.

7) Jak wygląda Pana warsztat?

Jak tworzę to muszę być sam. Pomimo, iż wiele lat malowałem w plenerze, początkowo było bardzo ciężko. Ale po tygodniu malowania na ulicy, nie miało dla mnie znaczenia czy stoi nade mną dwie osoby czy sto – ja się wyłączałem. W domu lubię muzykę. Muzykę spokojną, ale słucham dość głośno. I wtedy maluję. Malując poza pracownią też słucham muzyki jednak dużo ciszej.

8) Skąd czerpie Pan inspiracje, jaki temat przewodni pojawia się głównie w pracach (martwa natura, sacrum, ..itp)?

Krajobraz i architektura. Gdziekolwiek jestem na świecie, a byłem w kilku miejscach, to zawsze maluję starówki, stare budownictwo. Wychowywałem się na Kossaku, na Krakowie, na architekturze krakowskiej. Można powiedzieć, że niemal przez 15 lat mieszkałem w Krakowie przez trzy czwarte roku. Tam miałem swoją pracownię. Potem dowoziłem swoje prace. Po śmierci moje mecenaski, do której miałem zaufanie i  która opiekował się moimi pracami,  kontakt się urwał. Miałem mnóstwo takich przykładów, ze zawoziłem prace, a potem nagle znikały. Nie było ani obrazów, ani pieniędzy. Trzeba być na miejscu i pilnować tego interesu.

9) Czy da się godnie żyć ze sztuki?

Godnie ….. Ja się nigdy nie uważałem za nie wiadomo jakiego artystę. Na pewno wiem, że warsztat mam nie najgorszy, moje prace się sprzedają, ja z tego żyję od x lat… Powiedzmy, jak miałem 22 lat, to już sprzedawałem swoje prace na zarobek. Moje prace szły już do galerii. Sprzedawałem na ulicy, sprzedawałem w Warszawie, Kazimierzu Dolnym, Krakowie, Nowym Sączu i w Krynicy. Czy da się godnie żyć…? No ciężki kawałek chleba. Nie powiem, ale da się przeżyć. Były okresy, że zarabiałem nieźle. Najlepszy finansowo mój okres - to okres transformacji, zmiany  pieniądza. Kiedy turyści płacili w dolarach.

10) Czego Pan szuka w sztuce?

Czego ja szukam … ? Spokoju. Na pewno spokoju. Dlaczego powiedziałem w pierwszej kolejności spokoju…? Dlatego, że miałem problemy z alkoholem i to moje życie nie wyglądało różowo momentami. I odkąd przestałem pić to najwięcej sobie cenię spokój. A malarstwo daje mi spokój. Dawało mi wtedy jak piłem i daje mi teraz. Wyłączenie się od takich codziennych zmartwień. Jeżeli ja wejdę w obraz, cokolwiek robię?: czy akwarelą, czy olejem – to się wyłączam. Dlatego muszę być sam. Żeby, jak tworzę, nikt się mnie  o nic nie zapytał, nie zadzwonił telefon. Na pewno chciałbym niektóre rzeczy zmienić w swoim życiu.

11) Co chciałby Pan, żeby ludzie dostrzegali w Pańskich pracach?

Co ja bym chciał …? Trudne pytanie. Nie wiem, czy znajdę odpowiedz na nie. Żeby dostrzegali…. żeby docenili piękno budowli, które maluje: kościołów, kościółków drewnianych, które niszczeją, bo z biegiem czasu ich nie będzie. Jak ja to utrwalę na płótnie, czy papierze to jest satysfakcja. Wówczas ludzie może docenią piękno architektury, czy pejzażu.

12) Bycie twórcą lokalnym/artystą to jest kultywowanie tradycji i sztuki. Czy uważa Pan to za potrzebne i ważne?

Bycie artystą ……? Uważam za bardzo potrzebne. Odkąd sięgamy pamięcią to historia ludzkości zawsze miała artystów. Zawsze rzemiosło czy sztuka towarzyszyła człowiekowi.

13) Jakie Pan ma pomysły na zainteresowanie społeczność lokalną, zwłaszcza młodzież, by kultywować lokalną twórczość?

Mój pomysł jest taki – organizacja warsztatów w budynku kina w Grybowie. Oczywiści po tym, jak Kino Biała zostanie wyremontowane i zmodernizowane. Proponowałem Burmistrzowi poprowadzenie takich warsztatów dla dzieci i młodzieży, aby zainteresować młodych. Kiedy dwa lata temu prowadziłem warsztaty w plenerze, podeszła do mnie klasa ok. 20-osobowa dzieci ze szkoły podstawowej. Dzieci te zadawały bardzo mądre i dociekliwe pytania. Brakuje tego w Grybowie. Dawniej, dawniej w Kinie Biała działała mini-galeria „Miniatura”, założona m.in. przez Bogdana Klimczyka. Może na terenie Grybowa nie ma zbyt wielu twórców, ale zainteresowanie sztuką wśród młodych jest widoczne. Namawiałem włodarza Grybowa na zorganizowanie pleneru, gdyż ziemia grybowska jest niezwykle malownicza. Jednak z racji ubogiego budżetu plener nie doszedł do skutku.

14) Z czego jest Pan dumny, jakie jest największe Pana osiągnięcie?

Musiałbym się bardzo długo zastanawia .… Największym wyróżnieniem dla mnie było, kiedy brałem udział w warsztatach z malarstwa razem ze studentami. Wówczas sędziwy profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, powiedział do grupy studentów: „Bierzcie przykład z Pana Bogdana”. To mi bardzo utkwiło w pamięci. Poczułem się doceniony przez zacną personę. Miałem poplenerowe wystawy, moje prace cieszą się zainteresowaniem. Miałem również galerię na Wawelu i pod Sukiennicami. Udało mi się kilka moich obrazów sprzedać za  niezłe pieniądze. Przez wiele lat współpracowałem z Brytyjskim marszandem, wykonałem dla niego wiele akwareli i rysunków piórkiem. Mam satysfakcję, ze moje prace są na całym świecie: Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, nawet w Japonii. Kiedyś kandydat na prezydenta RP – Pan Tymiński za namową swojej żony Gracieli Pérez zakupił kolekcje moich obrazów.

15) Czym dla Pana jest malarstwo?

Ja w malarstwie znalazłem sposób na życie. Połączyłem pragnienie tworzenia z zarobkiem, żeby było na chleb. Mogłem dokonać dużo więcej. Zmagałem się z chorobą alkoholową przez 26 lat. Co zrobiłem krok do przodu, to w chorobie zrobiłem dwa kroki wstecz. Nie wywiązywałem  się ze zobowiązań. Miałem i mam rodzinę i mam żonę, która mnie wspierała, dlatego wyszedłem z tego. W sumie, to uważam się za takiego rzemieślnika, który może nie jest najgorszy w swoim fachu. I tyle. Kropka.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadzony przez LGD „Korona Sądecka”